Projekty Domów
Mówiono o nowm etapie w twórczości Ridleya Scotta. Charakteryzować go będą przede wszystkim duże, komercyjne produkcje, olbrzymie pieniądze, efekty specjalne, bogata scenografia i aprobata widzów.Sukces "Gladiatora" rozbudził także apetyty krytyków. Następny film - "Helikopter w ogniu" (2001) - miał być potwierdzeniem reżyserskich umiejętności Scotta. Spodziewano się obrazu nawiązującego do klasyki gatunku - "Czasu Apokalipsy", "Plutonu" czy "Szeregowca Ryana"
Dialogi są idiotyczne i wyprane z emocji a fabuła rozwija się w najbardziej nielogiczny z możliwych kierunków. Do tego dochodzi zarzut najważniejszy: film nie ma najmniejszego pojęcia, czym chce być. Co chwila nacisk przechodzi z thrillera w film fantastyczny, by za chwilę przemienić się w dramat szpitalny, moralitet, komedię, romans, film obyczajowy, horror i cholera wie, co jeszcze. Żaden aspekt nie został należycie rozwinięty, żaden nie jest umiejętnie prowadzony.
Na tym jednak zarzuty się nie kończą
Zazwyczaj
Projekty Domów ozdobą tego gatunku był zbuntowany indywiualista, podróżujący w poszukiwaniu straconych ideałów. Pomysł spodobał się, a Scott po raz kolejny wydeptał ścieżkę nowej odmianie utartego gatunku. Nie rezygnując przy tym z widowiskowych elementów, takich jak np. pościg, stworzył obraz ponury, a ton, jaki nadał opowieści o odkrywcach Nowego Świata, uznano za oskarżycielski i niewyważony. Z czasem dopiero film otrzymał nieco pozytywniejsze recenzje; doceniono wspaniałą scenorafię, znak firmowy Scotta, i kojącą muzykę Vangelisa (on też pracował ze Scottem przy "Łowcy androidów" udało się stworzyć wspaniałą wizję artystyczną i zaakcentować, że kino futurystyczne nie musi kojarzyć się ze sztuczną pseudonaukowością czy popadać w świat utopijnej fantazji.A "Legenda"? To fantasy w czystej postaci, pełne baśniowych bohaterów i mitycznych stworów Lekarka efektowna niezwykle stwierdza znane przekonania.